Muzeum Badań Polarnych (warto odwiedzić też profil Muzeum na fb) jest pierwszym takim muzeum w Polsce, rozpoczęło działalność 21 lutego 2024 roku. Wśród prezentowanych eksponatów znajdują się m.in. rzeźby z kości morsa, strój Inuity, model kajaka, które pochodzą ze zbiorów prof. Aleksandra Kosiby z przedwojennych wypraw na Grenlandię. Zwiedzający mogą zobaczyć też skuter śnieżny i sanie z polskich stacji polarnych. Muzeum posiada kolekcję muszli, skamieniałości i bursztynów pochodzących z Syberii.
W zbiorach instytucji znajdują się także zdjęcia z polskich wypraw badawczych, mapy i księgozbiór związany z badaniami polarnymi.
20 marca 2023 roku do nowej siedziby Muzeum Badań Polarnych w Puławach dostarczono śmigłowiec Mi-2 SP-SPR „Jan”, uczestniczący w 1979 roku w badaniach Wschodniej Antarktydy, na stacji polarnej imienia Antoniego Bolesława Dobrowolskiego w Oazie Bungera. Podczas ekspedycji w 1979 r. z tej maszyny wykonano zdjęcia, które posłużyły Zbigniewowi Battke do sporządzenia mapy okolic stacji oraz przygotowania opracowań naukowych z zakresu geodezji, geofizyki, geomorfologii i klimatologii.

Ten konkretny egzemplarz Mi-2 odnaleziono po latach w Świdniku, obecnie jest po remoncie, podczas którego zadbano o odtworzenie wszystkich szczegółów – przywracając oryginalny łososiowo-pomarańczowy kolor, logotypy, oznaczenia i napisy.


Na kadłubie umieszczono napis „POLSKA AKADEMIA NAUK”, logo producenta (PZL Świdnik) oraz logo polarnej stacji badawczej „A. B. Dobrowolski” przy sylwetce pingwina, na belce ogonowej znalazło się oznaczenie „SP-SPR”, na drzwiach przednich po obu stronach kadłuba napis „JAN”. Inicjatorem pozyskania maszyny był nieżyjący już pomysłodawca i pierwszy dyrektor Muzeum Badań Polarnych, Andrzej Piotrowski – przyrodnik, muzealnik, miłośnik Syberii (zm. 5 stycznia 2022).

Informacje o tym egzemplarzu przytaczam za znajdującą się przy eksponacie tabliczką.
„W dniach od 3 stycznia (próba – zawis) do 21 lutego 1979 r. (trasa: Aligator – Mirnyj) śmigłowiec był używany na stacji im. Antoniego Bolesława Dobrowolskiego, sporadycznie czynnej polskiej stacji polarnej, położonej na Antarktydzie Wschodniej, w Oazie Bungera, kilkadziesiąt kilometrów od brzegu Oceanu Południowego. Pierwszym pilotem był Stefan Krupski, który jednak 8 stycznia z powodu choroby odpłynął na statku „Zawichost” do Australii, drugim pilotem był Czesław Opoka. Do Antarktydy dopłynęły 2 śmigłowce (z 4 zakupionych przez Polską Akademię Nauk), jednak jeden został uszkodzony w czasie rozładunku.

Nazwa śmigłowca „Jan” – pochodzi od imienia Jana Nagórskiego, pierwszego na świecie pilota polarnego, który w 1914 r. wykonał loty samolotem Farman MF.11 nad Arktyką (otrzymał polecenie odnalezienia zaginionej polarnej wyprawy Georgija Siedowa). Nagórski w dniach 21 sierpnia – 13 września 1914 r. odbył pięć lotów z Nowej Ziemi, pokonawszy około 1100 km, spędzając w powietrzu 11 godz. i 30 min.”
Dzięki jednemu z czytelników, panu Bogusławowi, dowiedziałem się trochę więcej o lotniczej części tamtej ekspedycji. I tak, pilotami byli wymienieni wcześniej mjr Stefan Krupski, który uczestniczył w wyprawie w dniach 3-8 stycznia 1979 r., nie wykonał jednak żadnego lotu na Antarktydzie, oraz Czesław Opoka. W ekspedycji uczestniczyło także trzech mechaników lotniczych: chor. Jan Mazur (specjalność silnik), chor. Zdzisław Stochniał (specjalność radio) i Maciej Tałałas (nie znam stopnia ani specjalności).

Drugi z transportowanych na stację Dobrowolskiego śmigłowców SP-SPS uległ uszkodzeniu jeszcze na stacji Mirnyj. Śmigłowce zapakowane w wielkie skrzynie, trzeba było przetransportować ze statku na oblodzony wysoki brzeg. Stworzono specjalne sanie, które toczyły się na beczkach, były ciągnięte przez pojazdy gąsienicowe. Konstrukcja sprawdziła się przy transporcie pierwszego Mi-2 SP-SPR „Jan”. Podczas rozładunku drugiego helikoptera jedna z beczek przekręciła się i stanęła pionowo przebijając podłogę skrzyni i podłogę śmigłowca. I choć Rosjanie proponowali naprawę maszyny, uznając uszkodzenie za niegroźne, nasza załoga nie zgodziła się na to.
Śmigłowce które zostały wysłane na stację Dobrowolskiego, były dwoma z czterech, które w 1978 roku na zlecenie Polskiej Akademii Nauk wyprodukowano w Świdniku z przeznaczeniem do prac w rejonach antarktycznych. Dwa pozostałe trafiły do wówczas nowo otwartej Stacji im. H. Arctowskiego w Szetlandach Południowych.














Stacja polarna im. Dobrowolskiego
Stację założyli Rosjanie w 1956 r, nazywała się wtedy „Oaza”, po dwóch latach przekazali ją Polsce, otrzymała wtedy nazwę na cześć geofizyka, polarnika i pedagoga Antoniego Bolesława Dobrowolskiego (1872-1954).
Stacja zbudowana została na skałach, a nie na lądolodzie. Leży na brzegu Jeziora Figurowego w Oazie Bungera – śródkontynentalnym, wolnym od lodu archipelagu wśród jezior słodko- i słonowodnych.

Na stację polarną składają się m.in. dwa drewniane domki – „Warszawa” i „Kraków”, ogrzewane gazem, drewnem i węglem. Są tam także mniejsze pawilony oraz oddalone o 15 km lądowisko wykorzystywane w miesiącach letnich, zimą samoloty mogły lądować na zamarzniętej tafli Jeziora Figurowego. Ostatnia wyprawa badawcza na stację im. Dobrowolskiego odbyła się w 1979 roku i od tamtego czasu stacja nie jest przez polskich polarników używana.
Obok stacji im. Dobrowolskiego mamy także działającą nieprzerwanie od 1977 roku stację im. Henryka Arctowskiego znajdującą się na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych.
Wyprawa 1978//1979
Pod koniec 1978 roku wypłynęła z Polski III wyprawa na stację im. Arctowskiego statkiem Antoni Garnuszewski, a na stację im. A.B. Dobrowolskiego popłynęła wyprawa statku m/s „Zawichost” pod kierownictwem dr. hab. Wojciecha Krzemińskiego.

Jej celem było wznowienie prac badawczych w Oazie Bungera. Grupę naukową wyprawy tworzyli Zbigniew Battke (aerofotogrametra), Gabriel Wójcik (zastępca kierownika, klimatolog), Edward Wiśniewski (geomorfolog), geodeci: Andrzej Pachuta, Jan Cisak i Seweryn Mroczek, a także Zbigniew Kowalewski (zastępca kierownika do spraw technicznych), Bronisław Świetlicki (lekarz), Janusz Gumiński (radiotelegrafista), Czesław Opoka (pilot) oraz trzech mechaników lotniczych: Janusz Mazur, Zdzisław Stochniał i Maciej Tałałas. Mieli dwa śmigłowce, jeden uległ uszkodzeniu jeszcze na stacji Mirnyj.
Wśród osiągnięć ekspedycji należy wskazać wykonanie zdjęć z polskiego śmigłowca Mi-2, które posłużyły Zbigniewowi Battke do sporządzenia mapy okolic Stacji oraz opracowania naukowe z zakresu geodezji, geofizyki, geomorfologii i klimatologii. Polacy spędzili w Oazie Bungera około miesiąca. W związku z stratą jednego śmigłowca korzystano z pomocy radzieckiego Mi-8 oraz samolotu ił-14. Grupę tę zabrałem, nie bez kłopotów, z stacji Mirnyj statkiem „Antoni Garnuszewski”. W Mirnym polska grupa stołowała się ze wspólnego „kotła”, zaś w Oazie Bungera korzystano z własnych zasobów i kuchni. Autonomiczność tej wyprawy jest więc problematyczna, nie miała szczęścia. W ekipie tej wyprawy było dwóch biologów z Instytutu Ekologii PAN, z których jeden, dr Ryszard Wróblewski, pozostał w radzieckiej stacji Mirny na zimowanie, zaś drugi, Wojciech Stark, prowadził jeszcze badania w rejonie stacji Leningradzkaja leżącej dalej na wschód i powrócił z końcem lata do kraju. (Biuletyn Polarny 26-27)


A tak swój pobyt na stacji wspomina Jan Cisak:
(…) Dwadzieścia lat po pierwszej wyprawie do Oazy Bungera, w listopadzie 1978 roku wyruszyła ponownie wyprawa na kontynent Antarktydy. Jej kierownikiem i tym razem był Wojciech Krzemiński, a celem ta sama Stacja Antoniego Bolesława Dobrowolskiego. W wyprawie oprócz szefa uczestniczyli jeszcze dwaj pracownicy IGiK – Seweryn Mroczek, specjalista od pomiarów pola magnetycznego Ziemi i Jan Cisak, geodeta-astronom. Wyprawa miała charakter geodezyjny, ponieważ oprócz wymienionych już trzech geodetów z IGiK uczestniczyli w niej również Zbigniew Battke, topograf z Zarządu Topograficznego Wojska Polskiego oraz młody pracownik Wydziału Geodezji i Kartografii PW Andrzej Pachuta zajmujący się grawimetrią.
Wyprawa jeszcze przed wyruszeniem cieszyła się wielkim zainteresowaniem. Byliśmy zapraszani na spotkania w szkołach – uczniowie prosili o pamiętanie o nich w czasie wyprawy i przywiezienie pamiątek. Szczególne było przyjęcie przez uczniów szkoły podstawowej nr 5 imienia Antoniego Bolesława Dobrowolskiego na warszawskim Żoliborzu. Poproszono mnie tam o pisanie
kroniki wyprawy. Dostałem wielką księgę, którą miałem codziennie wypełniać.
Obiecałem i musiałem danego słowa dotrzymać. Codziennie pisałem notatki – dziennik wyprawy – w zeszycie. Po przyjeździe ręcznie przepisałem dziennik do otrzymanej księgi, uzupełniając go zdjęciami z wyprawy. Później szkoła zmieniła nazwę oraz charakter, i nie wiem czy moja kronika przechowała się. Pozostawiłem sobie kopię wykonaną z czarno-białych zdjęć każdej strony.
Przed wypłynięciem zostaliśmy również zaproszeni przez młodzież zebraną w kościele w Gdyni. Zainspirowani postawą młodzieży, postanowiliśmy pozostawić ślad Polski i naszej wiary na Antarktydzie – był to pierwszy rok pontyfikatu papieża Polaka, Jana Pawła II. Kupiliśmy ryngraf z polskim orłem i Matką Boską z zamiarem pozostawienia go w okolicach stacji.
Do brzegów Antarktydy, w okolice radzieckiej Stacji Mirnyj dotarliśmy na statku m/s Zawichost. Czas dotarcia do Antarktydy był tak wybrany, aby można było rozładować statek na tzw. przylepę lodową, coś w rodzaju lodowej rampy – lodowego nabrze