Dłutowski las kryje nie lada lotniczą tajemnicę, upamiętniającą wydarzenia z września 1939 r. Na zachód od miejscowości Dłutów, po krótkim spacerze leśną ścieżką docieramy do miejsca gdzie ustawiona jest pełnowymiarowa makieta samolotu PZL – P37 B Łoś. Makieta znajduje się dokładnie w miejscu (i w takim samym położeniu), gdzie zatrzymał się po przymusowym lądowaniu jeden z samolotów (nr. boczny 72.16) III-go Plutonu 212-tej Eskadry Bombowej (Eskadra na uzbrojeniu eskadra posiadała dziewięć samolotów PZL. 37 Łoś A bis i B oraz jeden samolot Fokker F.VIIB/3m), stacjonującej w Kucinach k. Aleksandrowa Łódzkiego.
Współrzędne tego miejsca to: 51°33’38.0″N 19°21’30.4

HISTORIA
Był 4 września 1939 roku. W tym dniu z lotniska w Kucinach wystartowały 3 bombowce PZL – P37 Łoś pod dowództwem por. obs. Kazimierza Żukowskiego, z zdaniem zbombardowania niemieckich kolumn, które ciągnęły się od granicy poprzez Wieluń, Bełchatów i Piotrków. Formację prowadził samolot o numerze 72.43 Żukowskiego, na lewym skrzydle znalazł się Łoś n/b 72.16 ppor. obs. Kazimierza Dzika, na prawym skrzydle leciał Łoś 72.91 ppor. obs. Mieczysława Bykowskiego.
Samolot PZL P.37 B Łoś n/b 72.43
por. obs. Kazimierz Żukowski
sierż. pil. Józef Siwik
kpr. strz. rtg. Władysław Kramarczyk
kpr. strz. rtg. Aleksander Stepnowski
Samolot PZL P.37 B Łoś n/b 72.16
ppor. obs. Kazimierz Dzik
ppor. pil. Feliks Mazak
kpr. strz. rtg. Konstanty Gołębiowski
kpr. strz. sam. Aleksander Danielak
Samolot PZL P.37 B Łoś n/b 72.91
ppor. obs. Mieczysław Bykowski
kpr. pil. Kazimierz Kaczmarek
kpr. strz. rtg. Marian Gargol
kpr. strz. rtg. Lucjan Zimmerman
Formacja została przechwycona przez 8 Messerschmittów Bf-109D z 1./ZG2. W starciu z szybkimi i zwrotnymi myśliwcami Łosie szybko znalazły się na przegranej pozycji. Samolot por. obs. Kazimierza Żukowskiego po dwóch atakach trójki Messerschmittów został zestrzelony nad wsią Ślądkowice i upadł na pole Stefana Dychto, grzebiąc czteroosobową załogę. Lotników pochowano na cmentarzu w Dłutowie.
Druga zestrzelona maszyna 72,91 ppor. obs. Mieczysława Bykowskiego spadła w rejonie wsi Potoki, z załogi uratował się tylko jeden – kpr. pil. Kazimierz Kaczmarek, któremu udało się wyskoczyć na spadochronie. Rannego zabrało wojsko polskie (ponoć po wojnie zamieszkał w Bydgoszczy). Po upadku pożar objął dolną część kadłuba. W ogniu widać było jedynie skrzydła i sterczący ogon samolotu. Przybyli na miejsce mieszkańcy nie byli w stanie wydobyć lotników z samolotu. Ciała dwóch z nich udało się wydostać następnego dnia, ciało trzeciego – ppor. obs. Bykowskiego – wydobyto dopiero w 1940. Polegli spoczęli na cmentarzu w Drużbicach.

Najdłużej walczyła załoga Łosia ppor. obs. Kazimierza Dzika. Z tylnej części samolotu kpr. strzelec Aleksander Danielak i kpr. strzelec radiotelegrafista Konstanty Gołębiowski ostrzeliwali nacierające myśliwce. Jeden z Messerschmittów zapalił się i runął na ziemię. Łoś także mocno ucierpiał w tej walce, zapalił się jego lewy silnik, i znajdujący się obok w skrzydle zbiornik paliwa. Wiadomo już było, że samolot nie wróci na lotnisko. Na wysokości 700 metrów na spadochronie wyskoczył kpr. strz. Danielak, trzysta metrów niżej kpr. strz. Gołębiowski. Ppor. obs. Dzik zrzucił ładunek bomb. Na skok na spadochronie było już za późno. Samolot coraz bardziej pochylał się na płonące lewe skrzydło. Pilotowi udało się wylądować w młodniku koło wsi Dłutówek (gdzie obecnie ustawiona jest makieta). Ppor. obs. Dzik wydostał się z oszklonej kabiny wraku o własnych siłach, ranny ppor. pil. Mazak, ze złamaną ręką i uszkodzoną miednicą, zapięty pasami, zwisając głową w dół, sam nie mógł się wydostać z płonącego samolotu. Został uratowany przez okolicznych mieszkańców pracujących w polu, Piotra Olkusza i Edwarda Szymaka, którzy widząc katastrofę przybiegli na miejsce. Olkusz wczołgał się do wnętrza i nożem przeciął pasy, ratując ppor. pil. Mazaka. Ranni zostali przetransportowani do szpitala wojskowego w Pabianicach, a potem razem z nim i cofającym się na wschód frontem dotarli do Wilna. Niemcy zabrali z wraku wiele elementów, miejscowi zabrali to co mogło przydać się w okolicznych gospodarstwach.
Kiedy stan zdrowia ppor. pil. Mazaka poprawił się, został zabrany przez rodziców kolegi. Pod zmienionym nazwiskiem (Jan Żarnowski) i dzięki pomocy różnych osób, wielokrotnie zmieniając adresy, zdołał uniknąć aresztowania i wywiezienia do obozu. Po wojnie ukończył studia na Politechnice Wrocławskiej i został skierowany do pracy w nowopowstałych Zakładach Radiowych im. Kasprzaka w Warszawie. Został odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Zmarł w 1997 roku.
Dowódca załogi ppor. obs. Kazimierz Dzik także osiadł w Wilnie, jednak został aresztowany w 1940 r. przez litewską policję, przekazany do obozu jenieckiego w Starobielsku, i rok później zginął w Charkowie (choć w wielu źródłach podawany jest Katyń, jednak na tablicy PAMIĘCI POLSKICH LOTNIKÓW umieszczonej na Cmentarzu Wojskowym na Dołach widnieje Charków).
Kpr. strz. Konstanty Gołębiowski przedostał się do Anglii, gdzie otrzymał przydział do 301 Dywizjonu Bombowego w Swinderby. Zginął po udanym nalocie na Bremę, 9 maja 1941 r., w samolocie Wellington IC GR-M (R1227), zestrzelonym do Morza Północnego na pograniczu Holandii i Niemiec. Załogę feralnego lotu stanowili wtedy Sgt (pil.) Tadeusz Bojakowski, F/O (pil.) Władysław Brzozowski, F/O (obs.) Stanisław Rewkowski, Sgt (rtg.) Antoni Lipecki, Sgt (strz.) Konstanty Gołębiowski, F/O (strz.) Ignacy Dudek.
Kpr. strz. sam. Aleksander Danielak po wyleczeniu ran pozostał na terenach okupowanych. W 1944 roku wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego, z którym brał udział w walkach m.in. o Wał Pomorski jako nawigator 1 Pułku Bombowców Nocnych. Zmarł w 1972 roku w stopniu podpułkownika.
Piotr Olkusz przeżył wojnę i osiedlił się w Kanadzie (jako Peter Olkusz), zmarł w 2010 roku.
Edward Szymak nie przeżył wojny, zginął w przeddzień jej zakończenia podczas bombardowania Bremy.
4 września 1939 r. nieprzyjacielskie kolumny zmotoryzowane w rejonie Wielunia i Częstochowy zostały zbombardowane przez resztę 212 Eskadry Bombowej.
Co ciekawe, mieszkańcy Dłutowa nie znali nazwisk poległych lotników aż do 1976 r. Ich tożsamość pomógł ustalić inżynier Jan Żarnowski (Feliks Mazak), z załogi samolotu 72.16. Jednak ówczesne władze zabroniły umieścić pamiątkowej płyty na grobie lotników z „Łosia” 72.43. W 1979 r. w 40. rocznicę katastrofy, krewni lotników spotkali się z Janem Żarnowskim, który jako uczestnik opowiedział wtedy o wydarzeniach września 1939 r. Podczas tego spotkania obecny był także Zygmunt Urbański z Klubu Seniorów Lotnictwa w Łodzi. Tablica została zamontowana dopiero wiosną 1981 r. (i dotrwała do remontu nagrobka w 2006 r.)
ŁOŚ Z DŁUTOWSKIEGO LASU
Inicjatorami powstania i wykonawcami pomnika są pochodzący z Dłutowa kpt. pil. PLL LOT Wojciech Tomaszewski i Jan Rybak – Naczelnik OSP w Dłutowie. Odsłonięcie nastąpiło 6 września 2009 roku, w 70 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Malowanie kadłuba posiada oryginalny kolor, który określony został na podstawie części wydobytych z miejsca wypadku, z uwzględnieniem upływu czasu i warunków w jakich przez lata się znajdowały. Model znajduje się na niewielkim wzniesieniu, u jego podnóża ustawiony jest obelisk z nazwiskami pilotów a obok zdjęcia pilotów, którzy zginęli w podobnych katastrofach. Niestety już trzy lata po odsłonięciu konieczny był remont makiety, kiedy dotarłem na miejsce w czerwcu 2024 r. ponownie widać było, że nie wszyscy odwiedzający potrafią uszanować to miejsce i pracę jaką włożyli jego twórcy.

Wcześniej, w 2002 roku Dłutowska podstawówka przyjęła imię Lotników Września 1939 roku. Zabiegało to Andrzej Oset, nauczyciel historii.
Przy samolocie, w każdą pierwszą niedzielę września, odprawiana jest msza św. w intencji Obrońców Ojczyzny, tradycją jest też spotkanie rodzin poległych lotników.
Historia Łosia z Dłutowskiego lasu prezentowana była na kanale Zabytki Nieba
Tematem zajął się także Irytujący Historyk




















Polecam też artykuł Skrzydlata Polska – 10/2009 – Łoś z dłutowskiego lasu