Jeden z moich najciekawszych eksponatów, bo bezpośrednio związany z regionem Świętokrzyskim, w dodatku pochodzący z okresu II Wojny Światowej. W 1944 roku ktoś z okolicy Mierzanowic, zabrał ją z wraku Halifaxa EB-147 „K” i przez lata służyła w gospodarstwie pewnie do różnych celów, ostatnio przechowywano w niej naftę. Kilka lat temu odkupił ją od miejscowych Józef Gurczyński, regionalista z Ostrowca Świętokrzyskiego. W grudniu 2020 roku zdecydował, że butla powinna zasilić moją kolekcję.


W Muzeum Lotnictwa Polskiego zachowały się dokumenty dotyczące zestrzelenia tej maszyny: https://www.muzeumlotnictwa.pl/index.php/digitalizacja/katalog/2496

Historię zestrzelonego Halifaxa zgłębiał Józef Gurczyński, pracownik huty w Ostrowcu Świętokrzyskim, działacz pierwszej „Solidarności”. W 2018 roku opowiedział ją dziennikarzowi kieleckiej Gazety Wyborczej Januszowi Kędrackiemu (link do artykułu).

Jak sam mówił, zestrzelonym samolotem zainteresował się przy okazji pracy nad innym tematem. Wtedy zetknął się z Tadeuszem Halpertem, który w czasie wojny ukrywał jednego z członków załogi Halifaxa.
W nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 roku Niemcy strącili cztery samoloty ze 148. dywizjonu Royal Air Force – Królewskich Sił Powietrznych (jeden nad Wojnarową koło Nowego Sącza, drugi w Dębinie Zakrzowskiej pod Tarnowem, trzeci koło Dąbrowy Tarnowskiej, i opisywany tu Halifax EB-147 K). Samoloty przyleciały z bazy Campo Casale koło Brindisi we Włoszech, z zaopatrzeniem w broń, amunicję i środki opatrunkowe dla walczącej Warszawy. (więcej o samych zrzutach dla walczącej Warszawy na stronie http://elitadywersji.org/tag/zrzuty/)
Dokładne miejsce rozbicia Halifaxa EB-147 „K” nie jest oznaczone, jednak dzięki dociekliwości Gurczyńskiego, udało się ustalić, że samolot rozbił się w Mierzanowicach w gminie Wojciechowice (w części wsi nazywanej Horochów).

Ostrzelany przez Niemców samolot miał, próbując lądować, zerwać kawałek dachu stodoły rodziny Budziszów, i spaść ok sto metrów dalej. Sześcioosobowa załoga znajdująca się w halifaxie EB-147 ze 148. dywizjonu specjalnego RAF-u uratowała się, o własnych siłach wydostali się z płonącego samolotu (jeden z lotników miał połamane nogi). Gdy szli w stronę Wojciechowic, przyjechali Niemcy i zabrali ich do niewoli. Byli to pilot L.G.J. King oraz G. Watson, J. Stewart, T.E. Wamont, R. Grenfell i B.A. Miller.
Jak się okazuje, siódmy członek załogi, pilot John W. Symington wyskoczył na spadochronie po tym, jak przestały działać dwa silniki Halifaxa, i wylądował nad rzeczką pomiędzy Buszkowicami a Glinką. Rankiem napotkany chłop zabrał go do swojego domu, i przekazał partyzantom AK. Symington ukrywał się m.in. w Ćmielowie – gdzie przechowywała go w swoim domu zaangażowana w działalność konspiracyjną Waleria Szrajberowa, ps. Babcia. Kolejną kryjówkę miał u wspomnianego na początku Tadeusza Halperta w Jeleńcu, kilka tygodni przebywał w obozie partyzanckim.
W książce Antoniego Sułowskiego „U podnóża Gór Świętokrzyskich” czytamy, że Symington „we wrześniu 1944 roku udał się wraz z żołnierzami AK na koncentrację w lasach starachowickich i brał udział w bitwie na Piotrowym Polu”, do której doszło 1 i 2 października. On sam w wyjaśnieniach dla RAF-u przedstawia to tak: „Mieszkałem w obozie partyzanckim przez dwa tygodnie. Pewnego dnia, kiedy mnie tam akurat nie było, Niemcy zaatakowali obóz i rozproszyli partyzantów. Zostałem u księdza przez trzy dni i wróciłem do poprzedniego rejonu, gdzie zatrzymałem się u starszej kobiety przez tydzień”. Dalej relacjonuje, że od 25 października mieszkał u dziewięciu różnych rodzin w Ostrowcu, co kilka dni musiał zmieniać lokal. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do miasta zgłosił się do dowódcy, został odesłany do Odessy, skąd statkiem wrócił do swoich.
Miejscowi jeszcze niedawno wykorzystywali części tego samolotu w swoich gospodarstwach. Np. kopuła strzelca służyła za przykrycie kopca na ziemniaki, blachy do wzmocnienia drzwi, w butlach tlenowych trzymano naftę. Kilka blach, i butlę tlenową udało się wtedy Józefowi Gurczyńskiemu odkupić od mieszkańców wsi. To właśnie od pana Józefa otrzymałem butlę tlenową, która jest rarytasem mojej kolekcji.


Cały artykuł Janusza Kędrackiego, opublikowany w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej, opisujący historię lotników, i samolotu z którego pochodzi butla tlenowa z mojej kolekcji – znajdziecie w linku Zahaczył o stodołę i rozbił się na polu. „Parę lat temu to by cały samolot skompletował” .
Handley Page Halifax


Brytyjski ciężki czterosilnikowy samolot bombowy używany od 1941 roku do końca wojny. Miał rozpiętość skrzydeł 30,12 m, długość 21,82 m, wysokość 6,32 m, masę własną 17 350 kg, startową 24 675 kg, maksymalną prędkość 451 km na godz., pułap 7 315 m, zasięg 4800 km. Mógł zabrać 5 900 kg bomb, był uzbrojony w 10 karabinów maszynowych, załogę stanowiło siedem osób.


#18
Jeśli zainteresowała Państwa treść tego artykułu, możecie wesprzeć KAC na kilka sposobów. Jeśli na przykład macie Państwo jakieś przedmioty związane z lotnictwem lub inne militaria które mogłyby zostać eksponatami w Kielce Air Collection, zapraszam do kontaktu. Można też postawić mi wirtualną kawę (a że kawy nie piję, to pewnie zamiast niej coś nowego pojawi się w gablotce i na stronie).