Budząca chyba najwięcej emocji, i najbardziej kontrowersyjna pancerna historia z gminy Morawica.

Czołg Pz.Kampf.V Ausf. A Panther wyprodukowano prawdopodobnie pod koniec 1943 roku. Podczas walk w połowie stycznia 1945 r. w rzece Czarna Nida koło Bieleckich Młynów utknął i został porzucony przez załogę. W latach 50-tych, kiedy saperzy neutralizowali powojenne wraki, „Panterze” wysadzono wieżę (zabierano też wtedy porzuconą amunicję). Do początku lat 90-tych przetrwał niemal kompletny kadłub, zakonserwowany piaskiem i mułem, przykryty lustrem wody. Pewnie dla miejscowych była stałym elementem krajobrazu, który mijali codziennie, ale kto by zwracał uwagę na stary złom w rzece który był tam „od zawsze”.

Rekin atakuje „panterę”

Pierwszej próby wydobycia „Pantery” podjęła się grupa płetwonurków z gdańskiego klubu „Rekin”. Tak akcję wydobycia opisywał na łamach prasy Krzysztof Krogulec (nie jestem pewny czy to było Słowo Ludu, czy Echo Dnia)

(…) Po suszy z Nidy wynurza się Lufa
„Rekin” nie daje rady „panterze”

Przez ponad 45 lat w nurtach Czarnej Nidy kilka kilometrów od Kielc tkwił zatopiony niemiecki czołg prawdopodobnie „pantera”. Podobnie jak kilka innych, które w latach wojny ugrzęzły w bagnach, nie wzbudzał większego zainteresowania. Ale nastała moda na poniemieckie militaria. Pod koniec czerwca br. nad brzegiem Czarnej Nidy w Bieleckich Młynach koło Morawicy zjawiła się grupa płetwonurków z gdańskiego klubu „Rekin”. Przy pomocy ciężkiego sprzętu mechanicznego przystąpiono do wydobycia czołgu. Utkwił on dokładnie na środku rzeki, głęboko. Miejscowi chłopcy mówią, że gdy po suszy poziom wody obniża się, nad powierzchnią wystaje lufa. Za pierwszym razem przyjechał samochód – „tatra” i spychacz. Płetwonurkowie założyli stalowe liny, ale te, przy próbie wyciągnięcia kolosa urwały się . Po tygodniu przyjechały „wzmocnione siły” trzy „tatry” spychacz i koparka, ale liny, tym razem grubsze, znów nie wytrzymały. Jeżeli to „pantera” – wazy 50 ton, jeśli „tygrys” – 70 ton. Płetwonurkowie wydobyli jedynie kawałek wieżyczki, włazu, cholewy oficerskich butów i szczątki skóry z pokrowców siedzeń. Widziano, że ekipie towarzyszył samochód z rejestracją zachodnioniemiecką.

Na posterunku policji w Morawicy poinformowano mnie, że płetwonurkowie „Rekina” maja zezwolenie z MON, ale wydobycie czołgu wstrzymano – szczegóły znają w Urzędzie Gminy….

– Prace wydobywcze rozpoczęto 23 czerwca bez naszej wiedzy – mówi wójt gminy Morawica Marian Buras. – O fakcie tym dowiedzieliśmy się 4 lipca od…pracowników Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Pisza oni m.in.: „Zwracamy się o wydanie zakazu dalszych prac wydobywczych czołgu w rzece Czarna Nida. Odbywają się one bez naszej wiedzy i mają charakter nielegalny. Klub „Rekin” chce sprzedać czołg do Niemiec Zachodnich. Muzeum czyni przygotowania organizacyjne i prawne w celu pozyskania czołgu do własnych zbiorów…”

Wójt wstrzymał prace, przewertował przepisy, zgłosił „znalezisko” do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jednocześnie z gdańskiego „Rekina” nadeszło pismo wyjaśniające: „Zostaliśmy zaproszeni przez dyrekcję Muzeum Wojska Polskiego do oględzin ww. czołgu. Gdy okazało się, że ma on zniszczoną wieżyczkę, dyrekcja muzeum zrezygnowała z niego. Dopiero wtedy podjęliśmy własne działania przygotowawcze: spisaliśmy umowy z rolnikami – właścicielami łąk, z RSP w Bilczy na rekultywację zniszczonych gruntów, na wynajem ciężkiego sprzętu z jednostki wojskowej, wynajem płyt żelbetowych, rur..” Łącznie „Rekin” wydal już 13 mln. zł. Podjęte próby wydobycia okazały się bezskuteczne z uwagi ba duże zamulenie dna, toteż przystąpiono do odkopywania czołgu i jest już on przygotowany do wydobycia. Realnie oceniając- pisze prezes „Rekina” – możemy to zrobić w ciągu kilku dni. Po wydobyciu złożymy ofertę sprzedaży czołgu do Muzeum Wojska Polskiego. Jednocześnie przekażemy na rzecz gminy 10 mln. zł i na podobnych warunkach możemy wydobyć kolejne wraki….”

Wszystko to przypomina trochę historię psa ogrodnika. Czołg – złom stał tyle lat, a gdy ktoś chce go ruszyć – wara!! Niewątpliwie kryje się za tym duży biznes i warto rozstrzygnąć spór, zanim minie moda na niemieckie militaria. Władze Morawicy są zainteresowane propozycją „Rekina” – za 10 mln zł można przecież wybudować wiejską drogę. Wojewoda kielecki uznał tą ofertę za ciekawą. Żadnych pretensji nie zgłaszali też rolnicy z Bieleckich Młynów.

Pozostaje rozstrzygnąć problemy prawne – według przepisów czołg należy do skarbu państwa. Podobno, oprócz wspomnianej „pantery” w okolicach są jeszcze trzy inne podobne maszyny. Krążą niemal legendy o kolejnych wrakach w Pilicy, czy jeziorku na Czarnej Nidzie koło Radomic (na jego dnie ma także spoczywać motocykl – Niemcy jechali nim po lodzie, gdy ten się załamał…) Czytelników będziemy informować o dalszym ciągu „bitwy” po 45 latach.(…)

„Pantera” pojawia się i znika

Zmieniło się to 16 listopada 1990 r. Wydobyciem zainteresowane było ponoć Muzeum Wojska Polskiego. Wrak jednak wydobyła firma prywatnego przedsiębiorcy z Wyszkowa, ze wsparciem Stowarzyszenia Żołnierzy i Sympatyków 4-pułku z Kielc w dodatku przy pomocy jednostki wojskowej z Bukówki, która użyczyła wozów zabezpieczenia technicznego. Okazało się, że ważący około 30 ton pojazd jest w nadzwyczaj dobrym stanie, eksperci oceniali że to nietypowa wersja Pantery.

Niedługo po wyciągnięciu z Czarnej Nidy
„Pantera” transportowana po wydobyciu z Czarnej Nidy

Na fejsbuku pojawił się unikatowy materiał filmowy z akcji wyciągnięcia legendarnej Panthery z Czarnej Nidy. Film zaprezentowano na profilu Stowarzyszenia Eksploracji Perkun. Autorstwo filmu przypisane jest w oryginalnym poście Jarosławowi Gromułowi, w komentarzach pojawiły się głosy, że twórcą tego filmu może być Ryszard Wójcik.

Czołg na lawecie przewieziono pod Warszawę … na składowisko złomu. A potem … w dużym skrócie „Pantera” zniknęła.

Jednak po drodze, warto zaznaczyć, toczyły się dyskusje czy czołg ma trafić do Muzeum Orła Białego w Skarżysku, przedsiębiorca wyszedł także z inicjatywą sprzedaży znaleziska do Niemiec, w zamian za co skarżyska placówka miałaby otrzymać transporter opancerzony T-48 (amerykańskie lekkie działo samobieżne, które w dużej liczbie trafiło do ZSRR – w ramach umowy Lend-Lease, gdzie transportery służyły pod oznaczeniem SU-57). W 1991 roku przedsiębiorcy K. z Wyszkowa wystąpili do konserwatora zabytków o wydanie zgody na wywiezienie „złomu” do Niemiec. To spotkało się z negatywną opinią Muzeum Wojska Polskiego oraz Muzeum Techniki i samego generalnego konserwatora zabytków, który nie zgodził się na wywiezienie czołgu, gdyż „Stanowiłoby to uszczerbek dla kultury narodowej”. Później ślad po „Panterze” się urywa. Nieco światła na jej los rzucił sam przedsiębiorca K. na łamach miesięcznika „Odkrywca” stwierdzając, że czołg został sprzedany, i znajduje się w Anglii, a w przyszłości będzie remontowany przez Amerykańskiego kolekcjonera.

Dokument opublikowany przez użytkownika Wars98, na portalu „Odkrywca”

Amerykański sen niemieckiej „Pantery” wydobytej z Czarnej Nidy

I tu pojawia się Jacques Littlefield, założyciel Military Vehicle Technology Foundation (MVTF) z Kalifornii (zmarł w 2009 roku). W publikowanych na stronach związanych z placówką informacji wynika, że „Pantera” wydobyta z Czarnej Nidy znajduje się w kolekcji od co najmniej 2009 roku.

Zdjęcie z internetu, opisane „W drodze do USA”. Grupa Panzer-Archeology na fb.
Zdjęcie z internetu, opisane „W drodze do USA”. Grupa Panzer-Archeology na fb.
Zdjęcie z internetu, opisane „W drodze do USA”. Grupa Pancerne Wraki w Polsce na fb.

Pantera została wyremontowana kosztem 2 mln dolarów – odtworzono wieżę, zamontowano jednostkę napędową – ponoć oryginalną z tego typu. I tak „Pantera” wydobyta pod Kielcami stała się jednym z najciekawszych eksponatów Littlefielda. Czołg następnie stał się eksponatem American Heritage Museum w Hudson, USA (które prowadzone jest przez The Collings Fundation).

Pantera 501 w American Heritage Museum, fot. facebook

Historia samego wraku oraz remontu już w USA była tematem programu Warsztaty czołgowe (Tank Overhaul S01E02).

Wersja z lektorem w języku polskim (słabsza jakość).
Wersja w lepszej jakości, oryginalna ścieżką dźwiękowa w jezyku angielskim.
Materiał o Panterze z Czarnej Nidy pojawił się także na kanale Panzer Archeology
I na koniec film Panther from Czarna Nida River z kanału pzl11c

„Panterę” wywieziono nielegalnie, winnych brak

W 2007 roku miłośnicy militariów zgłosili nielegalne wywiezienie zabytku Komendzie Głównej Straży Granicznej. Zawiadomienie trafiło następnie do kieleckiej Prokuratury Okręgowej. Ta niestety sprawę umorzyła (już kilkukrotnie, drugi raz w 2010 roku, trzeci w 2019 roku), gdyż przestępstwo polegające na złamaniu ustawy o ochronie zabytków i opiece nad nimi, przedawnia się po 10 latach od zaistnienia. Dokładnej daty wywiezienia pojazdu wtedy nie ustalono.

Do sprawy w 2011 roku wróciło CBŚ. Policjanci stwierdzili, że sprawa została zakwalifikowana jako kradzież dobra kultury, a to się nie przedawnia.
Sprawą na wniosek polskiej prokuratury (dokładnie Prokuratury Rejonowej Kielce-Zachód) zajmowało się też FBI. W toku działań prokuratura ustaliła, że czołg wwieziono do USA 18 lipca 2002 r.

W 2020 roku do sprawy tajemniczego „eksportu” Pantery wróciło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego informując, że „podejmuje i ponawia próby nawiązania dialogu z obecnym posiadaczem obiektu oraz analizuje dostępne środki prawne i dyplomatyczne”.

Kwestię czołgu od lat usiłuje wyjaśnić Piotr Lewandowski, prawnik i miłośnik militariów. W 2021 roku Fundacja Thesaurus (której Lewandowski jest prezesem) poinformowała, że „dzięki wieloletnim staraniom czołg Pz.Kpfw. V Ausf. A „Panther” nielegalnie wydobyty 16.11.1990 r. przez braci Kęszyckich z rzeki Czarna Nida w Bieleckich Młynach koło Morawicy pod Kielcami, i następnie bezprawnie wywieziony za granicę (ostatecznie do USA), wreszcie trafił do Krajowego wykazu zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem prowadzonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w którym to wykazie został zapisany pod numerem: 11858.”

Skan, profil Fundacja Thesaurus na fb

W 2021 r. Marcin Sztandera na łamach kieleckiej Gazety Wyborczej obszernie opisał prawne łamigłówki związane z „kielecką Panterą” w artykule Ale historia! Trop słynnej pantery wydobytej pod Kielcami prowadzi do USA. Pasjonat zrobił swoje śledztwo (zachęcam mających abonament).

Z artykułu wynika, że Piotr Lewandowski, który śledzi sprawę „Pantery” z Czarnej Nidy od ok. 2005 roku twierdzi, że wydobycie i nielegalne wywiezienie czołgu zamieszani są przedsiębiorcy spod Warszawy – bracia Maciej i Stanisław Kęszyccy, założyciele pierwszej w Polsce prywatnej Kolekcji Zabytków Techniki Wojskowej „Ares”, która weszła w skład prywatnego Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej.

Oddajmy głos wydobywcom (prawie na koniec)

W 2002 r. Maciej Kęszycki pytany o losy pantery z Czarnej Nidy, która „zniknęła” kilka lat wcześniej, odpowiadał na łamach „Odkrywcy”: „Sprzedałem ją, ponieważ chodziło m.in. o utarcie nosa Muzeum Wojska Polskiego (…) Ja tę panterę wyciągnąłem oficjalnie, sam wszystko finansując. (…) M.in. z powodu całej akcji poszukiwawczej i wydobywczej byłem zadłużony i dlatego musiałem panterę sprzedać. Nie stać mnie wtedy było na jej renowację. Pierwszy kupiec również nie podołał. Zrobił co prawda wieniec i wieżę, ale pochłonęło to 100 tys. marek. (…) W tej chwili kadłub pantery jest w Anglii i tam będzie ona restaurowana. Obecnego jej właściciela – kolekcjonera amerykańskiego stać na to” – mówił.

W 2021 roku rzeczniczka Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej z Izabela Kwiecińska(była redaktor naczelna miesięcznika „Odkrywca”) na pytania dziennikarza Gazety odpowiedziała: „Wydobycia pantery koło Bieleckich Młynów dokonała grupa wojskowa, przy wsparciu Macieja Kęszyckiego. Stanisław Kęszycki z wydobyciem nie miał nic wspólnego. Zgodę na wydobycie uzyskało wojskowe stowarzyszenie z Kielc, działające przy jednostce wojskowej. Z dokumentów wynika, że potem stowarzyszenie przekazało panterę firmie Part-Pol w zamian za wyposażenie sali wideokonferencyjnej w sprzęt”. Zaznacza, że wydobycie „było legalne, zgodnie z udzielonym Stowarzyszeniu pozwoleniem”. Powołuje się na dokumenty i decyzję prokuratury, zwracając uwagę, że „Nikomu nie postawiono zarzutów„. I dalej „W sieci krążą zdjęcia pantery stojącej, po wydobyciu i przetransportowaniu, przed prywatną posesją rodziców P. Kęszyckich w Warszawie. W oparciu o ten fakt powstała teoria spiskowa dotycząca pojazdu. Stał i zniknął… To firma Part-Pol wystąpiła z prośbą do konserwatora zabytków o zgodę na jej wywóz za granicę. Nie dostali jej, więc sprzedano czołg na terenie Polski. Co się dalej z nią stało, nie wiemy„.

Mój komentarz

W internecie gorzeją dyskusje, czy to dobrze czy to źle, że wrak Pz.Kampf.V Ausf. A Panther wydobyty w 1990 roku opuścił Polskę. Ci którzy uważają, że to dobrze, jako argument podają to, że czołg obecnie jest kompleksowo wyremontowany, co pewnie nie udałoby się w naszym kraju, bo pozostające w Polsce podobne pojazdy często rdzewieją pod chmurką (jak np. wanna podobnego pojazdu wydobytego w 2003 roku, która obecnie znajduje się w Muzeum Orła Białego). I dopuszczam, że jest to prawdopodobny scenariusz, choć należy pamiętać, że obecnie są już w Polsce placówki, które mają duże sukcesy w remontowaniu takich pojazdów. Niezaprzeczalnym jest jednak fakt, że pojazd opuścił Polskę ze złamaniem obowiązującego prawa, w dodatku kiedy to się działo znana była decyzja generalnego konserwatora zabytków, który nie zgodził się na wywiezienie czołgu, gdyż „Stanowiłoby to uszczerbek dla kultury narodowej”. Więc wywiezienie odbyło się z premedytacją i pełną świadomością, że łamane jest prawo. Dlatego, i prezentuję tu swoje zdanie uważam, że mimo iż „Pantera” mogłaby w Polsce nie wyglądać tak efektownie jak po remoncie w USA, to jednak nastąpiło złamanie prawa, a tego zaakceptować nie można.

Podsumowanie

Wiadomo, że „Panterę” wydobyli w 1990 roku przedsiębiorcy K. z Wyszkowa.
Czołg wywieziono z Polski, pomiędzy 16 listopada 1990 a 18 lipca 2002 – kiedy to została wwieziona do USA. Wiadomo, że „Pantera” z Czarnej Nidy została wyremontowana i znajduje się w USA. Jeśli została pierwotnie sprzedana na terenie Polski z pewnością są na to dokumenty. Dotychczas nikt nie stanął przed sądem.

Miejmy nadzieję C.D.N.

Jeśli zainteresowała Państwa treść tego artykułu, możecie wesprzeć KAC na kilka sposobów. Jeśli na przykład macie Państwo jakieś przedmioty związane z lotnictwem lub inne militaria które mogłyby zostać eksponatami w Kielce Air Collection, zapraszam do kontaktu. Można też postawić mi wirtualną kawę (a że kawy nie piję, to pewnie zamiast niej coś nowego pojawi się w gablotce i na stronie).