


Spotkanie z Anną Morawską, córką ppłk. obs. Bolesława Dorembowicza, która wraz z pasjonatem historii lotnictwa – Remigiuszem Gadaczem, opowiedziała o swoim ojcu.
Ppłk. Dorembowicz walczył w II wojnie światowej w randze kapitana, a następnie majora. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. jako dowódca 36. eskadry obserwacyjnej Armii „Poznań”. Został poważnie ranny. W konspiracji od listopada 1940 r. w ZWZ-AK. Przydzielony do Szefostwa Lotnictwa w Oddz. V KG., pracował w komórce odbioru zrzutów. Uczestniczył w trzech dużych akcjach przerzutowych, w tym najsłynniejszej Most III (osobiście zorganizował transport części niemieckiej broni „V-2”, zabranych do Wielkiej Brytanii w ramach operacji „Most III” ).




O swoim ojcu opowiedział też drugi uczestnik tej części spotkania – Andrzej Zalewski. Poniższe zapiski to nie oficjalny życiorys Stanisława Zalewskiego, a relacja spisana z opowieści usłyszanej podczas spotkania, z pewnością zawiera wiele uproszczeń, mogłem nie ustrzec się też jakichś błędów).


I tak pradziadek pana Andrzeja był zesłany na katorgę i budował kolej transsyberyjską, osiedlił się we Władywostoku.
Dziadek pana Andrzeja – syn zesłańca – skończył tam prawo i praktykował do wybuchu rewolucji. Wezwany do wojska wojował dla Cara. W tym czasie babcia spakowała dobytek i przyjechała do Polski, do Suwałk – miasta rodzinnego. Dziadek przeżył wojnę i w Suwałkach kontynuował praktykę adwokacką.
Ojciec Pana Andrzeja – Stanisław Zalewski urodził się w 1907 roku jeszcze we Władywostoku. Skończył gimnazjum w Suwałkach i jako najstarszy z rodzeństwa musiał myśleć o utrzymaniu rodziny (bo w tamtym czasie ojciec adwokat zachorował i nie mógł już pracować).
Szkołą która dawała możliwość stabilnej i dobrze płatnej pracy byłą szkoła oficerska. Postanowił więc zgłosić się do Dęblina. Przyjęcie do szkoły nie przyszło mu łatwo, testy obejmowały uczestnictwo w obozie kondycyjnym, który nazywał obozem przetrwania, oraz egzaminy w tym skomplikowane testy matematyczno – fizyczne.
Wszystkie egzaminy udało się mu zaliczyć, wstąpił do szkoły w Dęblinie, a ukończył ją na początku lat 30-tych XX wieku. Rozpoczął służbę w Poznaniu,
stacjonował na Ławicy. Do Poznania udało mu się sprowadzić większość rodziny.
W tych czasach uczestnicząc w obozach szkoleniowych i kondycyjnych rozbudził w sobie największą swoją pasję, czyli narciarstwo. Dużo trenował w Zakopanym, i na tyle opanował technikę, że znalazł się w kadrze Polski alpejczyków. Przygotowywał się do udziału w Mistrzostwach Świata które miały się odbyć na początku 1940 roku w Zakopanym. Był mistrzem w narciarstwie alpejskim Wojskowych Związków Sportowych.
W 1939 roku wojna zastała go w Poznaniu, był w randze kapitana dowódcą 33 Eskadry Rozpoznawczo – Bombowej Armii Poznań, jak zapamiętał opowiadający tą historię syn – ojciec opowiadał, że eskadra wyposażona była w samoloty PZL.23 Karaś. Podczas spotkania jeden ze słuchaczy zwrócił uwagę, iż eskadra dysponowała wtedy samolotami RWD-14 Czapla.
Samoloty eskadry nie stacjonowały wtedy na Ławicy, ale były rozproszone po lotniskach zapasowych. Nie uchroniło ich to jednak przed zniszczeniem, zostały zbombardowana ok. 5-6 września 1939 roku, eskadra straciła samoloty a lotnicy poszli wojować na piechotę.
Ojciec pana Andrzeja trafił do Warszawy gdzie brał udział w obronie miasta. Trafił do niewoli z Armią Warszawa i został umieszczony w niemieckim obozie jenieckim w Woldenbergu. Czas w obozie pomogła mu przetrwać muzyka, grał na skrzypcach w obozowej orkiestrze symfonicznej. Wspominał, że niewola nie trwała długo, bo nie zdążył opracować z orkiestrą z symfonii Beethovena nad którą rozpoczęli pracę.
Po wyzwoleniu z obozu wrócił do Poznania, wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Tu przyjęto go z otwartymi ramionami, radzieccy generałowie uznali żołnierza urodzonego we Władywostoku, władającego biegle językiem rosyjskim i polskimgo za swojego.
W stopniu podpułkownika został szefem wyszkolenia nawigatorów. Przygoda z wojskiem trwała jednak krótko, bo ci sami rosyjscy oficerowie ostrzegli go, że w wojsku godzi mu niebezpieczeństwo.
Po odejściu z wojska pracował w Locie, w 1947 roku kierował lotniskiem na Okęciu, podjął pracę w Państwowym Przedsiębiorstwie Fotogrametrii – jako szef grupy fotolotniczej. W 1949 roku został skierowany na przymusową wojskową emeryturę. Do pracy jako szef zespołu fotolotniczego wrócił w roku 1956. Zmarł w 1961 r.

Tego dnia z Auli Muzeum odbyło się też spotkanie autorskie z Marianem Rybczyńskim autorem książki „Dęblińskie przypadki”. Podczas spotkania można było usłyszeć barwne wspomnienia absolwenta Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej, który w 1978 roku rozpoczął swoją lotniczą drogę od szkolnych Iskier i MiG-ów, by później zasiąść za sterami największych samolotów komunikacyjnych świata – w tym Boeinga 747 Jumbo Jet. Autor z humorem i szczerością opowiedział o kulisach życia podchorążych w „Szkole Orląt”, blaskach i cieniach latania w wojsku, a także o doświadczeniach pilota cywilnego. Podczas spotkania nabyłem książkę „Dęblińskie przypadki”, w której autor umieścił sympatyczną dedykację dla obecnego ze mną młodego Franciszka. Był też czas na chwilę rozmowy o wspólnych znajomych – bo zarówno o panu Marianie, jak i książce pierwszy raz usłyszałem od Jacka Niezgodzińskiego, który w 1977 roku ukończył Dęblińską Szkołę, rok przed autorem książki.


